x
Najbliższy chat on-line
odbędzie się w dniu

w godzinach
menu
a a a

AA dla kobiet

Problemy z piciem?

  • Czy kupujesz alkohol w różnych sklepach, aby niktnie zorientował się jak dużo pijesz?
  • Czy ukrywasz puste butelki i pozbywasz się ich pokryjomu?
  • Czy zawczasu planujesz „wynagrodzenie" siebie niewielką ilością alkoholu po ciężkiej pracy w domu?
  • Czy często ulegasz dzieciom, ponieważ masz wyrzuty sumienia z powodu swojego zachowania kiedy piłaś?
  • Czy miewasz „urwany film”, chwile, których nie pamiętasz?
  • Czy kiedykolwiek zdarza ci się dzwonić do gospodyni nazajutrz po przyjęciu i pytać , czy kogoś obra-ziłaś lub zrobiłaś zsiebie idiotkę?
  • Czy wypijasz kieliszek lub dwa zanim wyjdziesz na przyjęcie, na którym jak wiesz będzie podawany alkohol?
  • Czy czujesz się bardziej dowcipna lub atrakcyjna kiedy pijesz?
  • Czy odczuwasz panikę stając w obliczu dni, kiedy nie możesz napić się np. odwiedzając rodzinę?
  • Czy wynajdujesz okazję do picia np. zapraszając przyjaciół na lunch, koktajl lub obiad?
  • Czy unikasz czytania artykułów, oglądania filmów lub przedstawień telewizyjnych o alkoholiczkach w obecności innych osób, ale czytasz i oglądasz kiedy jesteś sama?
  • Czy kiedykolwiek nosisz alkohol w torebce?
  • Czy przyjmujesz obronną postawę, kiedy ktoś wspomina twoje picie?
  • Czy pijesz będąc w stresie lub po kłótni?
  • Czy prowadzisz samochód, mimo że piłaś lecz masz przekonanie, że całkowicie nad sobą panujesz?

 


NIE JESTEŚ SAMA

Jeżeli sądzisz, że masz problem alkoholowy, jeżeli podejrzewasz, że picie może być jednym z twoich problemów przeczytasz w tej publikacji opowiadania kobiet, które kiedyś myślały i czuły tak jak ty.
Chociaż każda z nich jest inna, wszystkie osiągnęły stan, w którym musiały przyznać, że alkohol w poważnym stopniu wpływa na ich życie. Dla wszystkich tych kobiet młodych, w średnim wieku i starych, dla gospodyni, kobiety sukcesu i studentki, wywodzących się z bogatych i ubogich rodzin i z różnych społecznych i etnicznych gmp odpowiedż była taka sama.

Dzięki prostemu programowi Anonimowych Alkoholików znalazły sposób, jak przestać pić, jak zachować trzeźwość i jak zbudować nowe życie w trzeżwości, bardziej godne i pełniejsze niż którakolwiek mogła sobie wcześniej wyobrazić.

Słowo „alkoholik” może cię zrażać. Dla wielu ludzi nadał oznacza ono człowieka słabego charakteru lub wyrzutka. Zwłaszcza w stosunku do kobiet to mylne pojęcie wywołuje silne skojarzenia. Wiekszość społeczeństwa ma tendencję do patrzenia z tolerancją a nawet z rozbawieniem na pijanego mężczyznę, ale odwraca się z niesmakiem od kobiety w takim samym stanie. Co gorsza sama alkoholiczka często podziela ten pogląd. Dla niej ciężar winy dżwigany przez każdego alkoholika jest często podwójny.

Kobiety w AA wyzbyły się obezwładniającego ciężaru nie usprawiedliwionej niczym winy. W stosunku do siebie przyjęły pewien medyczny fakt. Sam w sobie alkoholizm nie jest kwestią moralności czy zachowania (chociaż oczywiście wpływa na obydwa). Alkoholizm jest problemem zdrowotnym. Jest to choroba uznawana zarówno przez Związek Lekarzy Amerykańskich jak i Brytyjskie Stowarzyszenie Lekarzy. Ta definicja nie jest już rewolucyjna. Zyskała szerokie nagłośnienie i większość ludzi akceptuje ją, jako ogólne stwierdzenie: „Oczywiście, alkoholizm jest chorobą”. Ale kiedy uwaga zwraca się ku konkretnej osobie - współpracowniczce, sąsiadce, przyjaciółce, krewnej, czy też sobie samej powracają stare frazesy: „Dlaczego ona nie może pić jak dama?” albo „Dlaczego nie mogę pić tak jak inne kobiety?” albo „Dlaczego nie mogę przestać? Nie mam siły woli”, albo wręcz „Jestem do niczego”. W stosunku do konkretnej osoby choroba zbyt często traktowana jest we wcześniejszych fazach jako część etykiety, w póżniejszych fazach jako głęboka, moralna skaza.

Chyba najdziwniejszym i najbardziej podstępnym aspektem choroby alkoholowej jest jej zdolność do ukrycia się przed osobą na nią cierpiącą. Alkoholicy są mistrzami w niedostrzeganiu własnej choroby Często są ostatni, którzy przyznają, że mają problem alkoholowy. Skoro ałkoholikowi jest tak ciężko dostrzec swoją chorobę, jak możesz stwierdzić czy jesteś, czy też nie, osobą uzależnioną? Co jest wyznacznikiem alkoholizmu? Poranne picie? Picie w samotności? Ilość wypijanego alkoholu? Niekoniecznie którekolwiek z nich. Wyznacznikiem nie jest to kiedy pijesz lub z kim, jak dużo lub gdzie, co pijesz (alkohol pozostaje alkoholem niezależnie od tego, czym jest przyprawiony lub czym rozcieńczony) lub nawet dlaczego pijesz. Prawda kryje się w odpowiedziach na następujące pytania: Do czego doprowadziło cię picie? Jak picie wpływa na twoją rodzinę, twój dom, twoją pracę lub szkołę, twoje życie towarzyskie, twoją kondycję fizyczną, twoje wewnętrzne emocje?

Problemy w którymkolwiek z tych obszarów sugerują możliwość alkoholizmu. Początkowo nie musi być niszczycielski. Niektórzy alkoholicy rozpoczynają jako ludzie pijący towarzysko, wypijają duże ilości alkoholu i dosłownie nie odczuwają żadnego bólu. Inni doświadczają typowych objawów alkoholizmu od samego początku. Jeżeli „funkcjonujesz” jako gospodyni, studentka, kobieta pracująca itd. i ukrywasz skutki swojego picia zadaj sobie pytanie: Ile wysiłku, ile samej siły woli pochłania to ukrywanie? Czy efekt wart jest wysiłku? Czy jest w tym jeszcze jakaś przyjemność"?

Alkoholizm jest chorobą postępującą. Czy zaczynasz pić w póżnym wieku czy wcześnie, picie coraz bardziej wymyka się spod kontroli. W rzeczywistości sam wysiłek, aby je kontrolować może stać się zajęciem pochłaniającym wszystkie siły. Picie tylko wina lub piwa, przyrzekanie sobie pić tylko w weekendy, specjalne drinki - oto niektóre ze sposobów wymyślonych przez alkoholików, którzy próbują kontrolować ilość wypijanego alkoholu. Takie fortele" picia w białych rękawiczkach" same w sobie są równie klasycznym objawem alkoholizmu, jak potężny kac czy przerażające „przerwy w życiorysie”.

Istnieje punkt zwrotny i wcale nie musicie osiągać go poprzez łóżko szpitalne, oddział odwykowy czy więzienie, chociaż wiele kobiet trafiło do AA dopiero po osiągnięciu tych faz rozwoju choroby. W dowolnym punkcie pogrążania się w chorobę zwaną alkoholizmem możesz przestać pić zwracając się o pomoc i chcąc skonfrontować się ze swoim problemem. Nie ma znaczenia czy masz 15 czy 50 lat, czy jesteś bogata czy biedna, czy ukończyłaś uniwersytet czy wyrzucono cię z liceum, czy utrzymujesz się sama czy utrzymuje cię rodzina, czy jesteś pacjentką ośrodka odwykowego, więżniarką czy mieszkasz na ulicy. Pomoc jest w zasięgu ręki, ale musisz podjąć decyzję, by o nią poprosić.

W AA nie wypełnia się żadnych formularzy ani nie płaci się żadnego wpisowego. Nie poproszą cię, abyś zapisała się na jakikolwiek „cykl leczenia”. Po prostu spotkasz mężczyzn i kobiety, którzy znależli sposób, aby wyzwolić się od alkoholu i zaczęli naprawiać szkody, jakie wyrządził w ich życiu. Taka wolność i zdrowienie mogą stać się również twoim udziałem.

W tej publikacji nie znajdziesz żadnych suchych statystyk, ale opowiadania alkoholiczek. Opowieści te zostały wybrane jako reprezentatywne dla wspólnego doświadczenia alkoholiczek i ukazują wiele typów kobiet, które zdrowieją z alkoholizmu, mówią czym dla nich jest AA i co może ono znaczyć dla ciebie. Po swoim pierwszym mityngu, niektóre kobiety stwierdzały: „Uczucie ciepła wywołane przebywaniem z innymi ludżmi, którzy mieli ten sam problem, co jam”, „Współczucie i zrozumienie...”, „Atmosfera bezwarunkowej miłościm”, „Zdałam sobie sprawę, że nie jestem sama”.

 

 

„To łamanie obietnic składanych moim dzieciom...”

Moja matka zmarła, kiedy miałam 12 lat i kiedyś sądziłam, że moje życie ułożyłoby się inaczej gdyby żyła. Jednak obecnie jestem przekonana, że już wówczas mój problem tkwił we mnie. Czułam się gorsza i byłam okropnie nieśmiała. Mój ojciec starał się jak mógł najlepiej wychować mnie i moje dwie młodsze siostry, zachowując rodzinę razem do czasu, kiedy rozpoczęłam studia. Moje obie siostry ojciec również wysłał do szkół z internatem.

Pamiętam przytłaczający strach, który mnie ogarnął kiedy ojciec zbierał się do odjazdu, pozostawiając mnie w uczelni. Po prostu wiedziałam, że nie uda mi się zapoznać z tymi wszystkimi ludżmi. Nie umiałam dostosować się do otoczenia od samego początku. Tak więc moje akademickie lata to pasmo zranionych uczuć, odrzucenia i lęku.

W końcu wyszłam za mąż. Mąż był bardzo przystojnym mężczyzną i myślałam, że wyzbędę się przy nim lęków i opuści mnie strach przed ludżmi. Niestety nie działo się tak, chyba że sięgnęłam po alkohol. Jeszcze na studiach przekonałam się, że po kieliszku lub dwóch staje się rozmowna i towarzyska. A trzy kieliszki sprawiały, iż zapominałam, że nie jestem ładna. Póżniej urodziły się dzieci i były one dla mnie wszystkim. A jednak budziłam się ogarniętą zgrozą, gdy docierało do mnie, że kiedy urwał mi się film woziłam je samochodem po okolicy.

Póżniej mąż zachorował. Samotna i przerażona musiałam sięgać po alkohol, chociaż dzieci a teraz także mąż byli ode mnie zależni.Przeprowadziliśmy się do małego miasteczka w stanie Massachusetts, abyzamieszkać z moimi teściami. Miałam nadzieję, że nowe otoczenie rozwiąże mój problem. Nie rozwiązało. Mogę zapewnić, że jednym ze sposobów, jak nie zaskarbić sobie serca teściowej jest upicie się publicznie w małej społeczności.Następnie przeprowadziliśmy się na starą farmę, którą ciężko było ogrzać i utrzymać. Mąż często wyjeżdżała moje picie nabierało tempa.

Pewnego wieczoru udałam się do baru oddalonego o kilka mil od naszego domu pozostawiając mojemu jedenastoletniemu synowi opiekę nad jego siostrami. Zabrałam ze sobą sąsiada. Jeden z mężczyzn znajdujących się w barze zaproponował, że odwiezie mnie moim samochodem do domu, ale stanowczo odrzekłam, że poradzę sobie. Kiedy byłam już blisko domu, jechałam zbyt szybko i uderzyłam w słup. W wyniku tego zdarzenia sąsiad miał podbite oczy.

Mężczyzna, który proponował, że odwiezie mnie do domu pojechał za nami bez mojej wiedzy. Sprowadził pomoc, która wyciągnęła samochód z rowu i doholowała go na nasz podjazd. Nie zabawił długo, a kiedy pojechał i poszłam do domu zastałam syna siedzącego na piętrze ze swoim najlepszym pistolecikiem wycelowanym przez zasuwę w dół.

„Cóż ty do licha wyrabiasz?” - zapytałam. „Nie miałem pewności mamusiu - odparł - ale pomyślałem, że może być ci potrzebna pomoc”. Przyszło mi na myśl, że w tym momencie sięgnęłam dna. Jestem święcie przekonana, że musi być jakiś czynnik motywujący, który sprawia, że chcemy wytrzeźwieć. Jestem pewna, że takim czynnikiem dla mnie były moje dzieci. Nigdy nie zapomnę przyjęcia z okazji czwartych urodzin mojej córeczki. Kiedy nadszedł ten dzień, przybyły mamy ze swoimi dziećmi, spojrzały na mnie i zostały na przyjęciu. Byłam tak pijana, że nie ośmieliły się zostawić swoich dzieci tylko ze mną.

To właśnie łamanie obietnic, składanych moim dzieciom zmusiło mnie w kollcu do uświadomienia sobie, że nie mogę dłużej żyć ze sobą i zwrócenia się o pomoc do AA. Jak większość innych ludzi byłam pełna mylnych przekonań odnośnie tego co zastanę, kiedy się tam znajdę. Sądziłam, że alkoholicy to wszystko typy z Bowery („najciemniejsza” dzielnica Nowego Jorku). Na moim pierwszym mityngu zaskoczył mnie widok osób, które znałam jako godnych szacunku członków Kościoła. Co ważniejsze, kiedy po raz pierwszy weszłam na mityng AA, ogarnęło mnie to cudowne uczucie przynależenia. Kiedy rozmawiałam tam z ludżmi odkryłam, że nie jestem jedyną na świecie osobą, która robiła takie rzeczy jakie sama robiłam, krzywdząc ludzi, których kocham najbardziej. Wcześniej drążyła mnie obawa, że być może wariuję. Z wdzięcznością dowiedziałam się, że alkoholizm jest chorobą trzech obszarów, że byłam chora psychicznie, fizycznie i duchowo.

Przez kilka pierw szych lat miałam problemy, aby regularnie przychodzić na mityngi AA. Dzieci były małe i nie zawsze można było łatwo znależć kogoś, aby przyszedł i posiedział z nimi. Mimo to zakochałam się w AA odswojego pierwszego mityngu i w jakiś sposób wiedziałam, że w tym programie znajdę odpowiedzi. I chociaż nie znalazłam odpowiedzi od razu powoli je odnajdywałam. Na początku nadal byłam taka nieśmiała, taka skrępowana, taka zamknięta w sobie, że trudno mi było wychylić się i uchwycić przyjazną dłoń chętnie wyciąganą do mnie. Z czasem pracując na 12 Krokach AA zdałam sobie sprawę, że jeżeli zechcę zaakceptować miłość , którą oferowano mi bez oporów i dzielić ją z innymi, wówczas przez AA będę mogła nauczyć się czuć nie skrępowana wobec ludzi. Był to dla mnie cudowny krok do przodu. I doprowadził on do jednego z największych darów jaki mi obdarowało mnie AA przestałam bać się. Moje wcześniejsze życie było zdominowane przez strach strach przed ludżmi, sytuacjami, swoimi ułomnościami. W AA nauczyłam się mieć wiarę i żyć bez strachu.

 

„Myślałam, że alkohol jest Bogiem”

Byłam dzieckiem adoptowanym i zanim skończyłam siedem lat umieszczono mnie w sierocińcu. Zakonnicew sierocińcu cały czas modliły się do Boga, ale nie mogłam znależć tego Boga, do którego ciągle się zwracały.

Kiedy miałam dziewięć lat spróbowałam wina. Powiedziałam: „Więc to jest ten Bóg, o którym mówią”. Myślałam, że alkohol jest Bogiem. Wyrzucono mnie ze szkoły, ponieważ wtrąciłam się w rozmowę o grupach etnicznych. Jedna z dziewcząt obrzuciła mnie przekleństwem: „Wy... Portorykańczycyl”, więc rzuciłam się na nią. Kiedy doszłam do siebie byłam w kaftanie bezpieczeństwa. „Czy wiesz co zrobiłaś zeszłej nocy?” - zapytała pielęgniarka. Odpowiedziałam „Nie”. Powiedziała, że pobiłam się z tą drugą dziewczyną. Ona była nieprzytomna, ale ja nadal krzyczałam, że chce wyrwać jej serce. Aby tego dokonać rozbiłam butelkę wody sodowej.

Chciałam wydostać się z sierocińca dlatego wyszłam za mąż. Kiedy byłam w piątym miesiącu ciąży, mój mąż odszedł ode mnie i wstąpił do wojska. Udałam się do teściowej po pomoc. Dała mi małą butelkę whisky i powiedziała: „Weż sobie mały łyk i będziesz spać. Nie będziesz miała żadnych problemów”. Wypiłam całą butelkę. Zwróciłam się do Czerwonego Krzyża pytając co mam zrobić ze swoim życiem. Powiedziano mi, że jedynym sposobem, aby sobie poradzić jest podjęcie pracy, dlatego też zaczęłam pracować na dwa etaty. A przy sobie miałam małą butelkę whisky. Pracowałam i odkładałam pieniądze i cztery lata póżniej powrócił mój mąż. Powiedział, że możemy zapomnieć o przeszłości i zacząć wszystko od nowa. Za pieniądze, które Zaoszczędziłam, kupiliśmy sklep ze słodyczami. Sprzedawaliśmy tam również alkohol i wdaliśmy się w mnóstwo nielegalnych interesów. Coć ze mną było nie tak. Ciągle wyrzucalam męża zesklepu i w czasie kiedy go nie było mogłam pić przez cały dzień. Byłam pewna, że mąż mnie nie kocha, że nie kochają mnie dzieci, że nikt mnie nie rozumie. Potrzebowałam czegoś, co przywróciłoby mi chęć do życia.

Dostałam pracę jako barmanka i miałam tylu mężczyzn i tyle alkoholu, ile chciałam. Myślałam, że w końcu jestem szczęśliwa. Chciałam pozbyć się męża i kiedy przyszła policja szukając go powiedziałam im gdzie go znajdą. Policja aresztowała go i został skazany za morderstwo pierwszego stopnia.W czasie, kiedy był w więzieniu straciłam pracę barmanki. Nie byłam w stanie robić nic poza piciem. Musiałam przeżyć a jedynymi ludżmi, do których mogłam się zwrócić, byli stali klienci baru. Tak więc robiłam mnóstwo rzeczy, które nie były w porządku, ale uważałam, że są dobre, ponieważ moje dzieci miały jedzenie. Czułam się niewarta dalszego życia, czułam, że zgrzeszyłam przeciw Prawu Bożemu. Czułam się brudna. Trzykrotnie próbowałam popełnić samobójstwo. Próbowałam zabrać ze sobą dzieci, aby nie cierpiały tego, co ja wycierpiałam. Odkręciłam kurki kuchni gazowej, wzięłam parę butelek dżinu i siedziałam tam czekając na śmierć, ale sąsiad wywarzył drzwi i zabrał mnie do szpitala. Powiedziano mi tam, że mam problem alkoholowy, ale nie słuchałam. Chciałam zapić się na śmierć.

Kiedy mąż wyszedł z więzienia, zdecydował się odejść z kochanką. Musiałam sprzedać dom i przeprowadzić się do nieumeblowanego mieszkania. Trzykrotnie mężczyżni na ulicy próbowali mnie zgwałcić. Ostatnim razem dotkliwie mnie pobito i przebywałam w szpitalu przez trzy miesiące. Chciałam odegrać się na wszystkich mężczyznach. Zaczęłam chodzić po ulicach prowokując mężczyzn, aby któryś spróbował mi coś zrobić i żebym mogła go zabić i trafić do więzienia. Biorąc tabletki ipijąc alkohol znowu wylądowałam w szpitalu. Psychiatra powiedział mi, że mam problem alkoholowy i że powinnam iść do AA. Powiedziałam, że nie mogę żyć bez alkoholu. Ale poszłam do AA i kiedy udałam się na pierwszy mityng zobaczyłam tam tych wszystkich mężczyzn. Nienawidziłam mężczyzn - chciałam, aby wszyscy umarli. Ale usiadłam, pamiętając o tym, co powiedział mi lekarz: „Idż, siedż, słuchajl”. Pamiętam, że usłyszałam iż alkoholizm jest chorobą postępującą, że mam teraz dobrą okazję, aby zająć się swoim życiem.

Byłam w AA od trzech miesięcy, nadal pijąc i zadając sobie pytanie: „Dlaczego nie mogę przestać? Być może oni kłamią. Na pewno sami pijąl”. Pewnego wieczoru w ciągu dnia wypiłam parę kieliszków - siedziałam namityngu i poczułam, że po raz pierwszy od lat zabiło mi serce. PowiedziałamzJeżeli to Bóg, jeżeli to jesteś Ty, pozwól mi uchwycić się nitki Twojej liny i wydostać się z tej butelki, żeby móc chodzić wśród ludzi”. Wiedziałam, że dzieje się coś cudownego i kiedy wracałam z tego mityngu, czułam się wspaniale. Działo się to 3 lipca. Obchodzę swoją rocznicę w AA w Święto Niepodległości - w dzień, kiedy wyzwoliłam się od butelki. Nie było mi łatwo na początku, ale pomogła mi sponsorka. Póżniej zaczęłam służbę w grupie. Po dwóch miesiącach trafiłam do telefonu zaufaniai odpowiadaiam na telefony po hiszpańsku. Dzisiaj dziękuję Bogu, że zajmowałam się tym, ponieważ mogłam trzymać się z dala od moich pijących przyjaciół. Wróciłam do szkoły. Wiem, że jest wiele kobiet, takich jak ja, zwłaszcza wśród naro dowości mówiących po hiszpańsku. Mam piękne życie i co wieczór modlę się, abym mogła nieść posłanie AA do innego alkoholika.

 

„Poczucie winy, strach i wyrzuty sumienia towarzyszyły mi codziennie”

Teraz, kiedy cieszę się pewnym okresem trzeżwości, widzę jaka ślepa byłam przez dwadzieścia lat. Zaczęłam pić, kiedy miałam trzynaście lat. Założyłam się i wypiłam dużą ilość porto, mocno pochorowałam się i obiecałam sobie, że więcej nie tknę takiego wina. W szkole średniej trafiłam do paczki starszych uczniów. Oni pili i nie było nic, co by mi bardziej odpowiadało. Piłam, ponieważ lubiłam to. Kiedy zaczynałam pić, nie chciałam przestać , kiedy inni mieli już dosyć. Jeżeli ktoś lubił wypić, chętnie przebywałam z nim. Jeżeli picie go nie interesowało, nie zabawiłam długo w jego towarzystwie. Wyszłam za mąż, gdy miałam dziewiętnaście lat. Mój mąż pił. Lubił to i mógł to znieść.

Miałam partnera do picia na całe życie i nasze małżeństwo rozpoczęło się jak jedna długa uroczystość. Około roku póżniej urodziła się nasza córeczka, a ja poważnie rozchorowałam się. Lekarz rodzinny sugero- wał, abym przestała pić, gdyż grozi mi alkoholizm. Śmiałam się z tego i ignorowałam go, moją rodzinę i przyjaciół, którzy narzekali na moje picie. Coraz częściej traciłam kontrolę. Czasami to, co zaczynało się jako kilka kieliszków do poduszki, ciągnęło się przez tydzień. Aby uniknąć najgorszego przeprowadziliśmy się w inne miejsce i poszłam do pracy.

Zaczynałam wynajdywać powody, aby pić coraz częściej. Pewnego dnia, w drodze do pracy, musiałam podleczyć się i zatrzymałam się, aby napić się czegoś. Pamiętam, że po pierwszym kieliszku wypiłam jeszcze dwa kolejne. Następne wyrażne wspomnienie pochodzi z trzech dni póżniej, wtedy po raz pierwszy doświadczyłam strachu. Powiedziałam rodzinie, że na pewno jestem psychicznie chora skoro przytrafiło mi się coś takiego.

Zaczęłam chodzić do psychiatry. Nigdy nie mówiłam mu, że piję inaczej niż tylko przy okazji. Jednakże nie powiedziałam mu, że zazwyczaj dbam o to, aby była okazja do wypicia; nawet wizyty u-niego stanowiły okazję. Mijały lata i osiągnęłam stan, w którym nie mogłam sobie z niczym poradzić. Mój mąż i ja kilkakrotnie znaj- dowaliśmy się w separacji i kiedy godziliśmy się mieliśmy nadzieję, że wszystko zmieni się. I faktycznie zmieniało się. Na gorsze. Skończyłam w szpitalu, gdzie lekarz powiedział mi, że jestem schizo- freniczką. Byłam niewyobrażalnie zadowolona.

Byłam szalona, byłam czubkiem. Nie byłam alkoholiczką. Kiedy w końcu przestałam słyszeć głosy i znowu czułam się dobrze, musiałam to uczcić. Psychiatra zasugerował mi, abym nie piła nic poza dobrą szkocką whisky i nie więcej niż trzy drinki. Nie powiedział nic o wielkości szklanki. Mój mąż i ja rozeszliśmy się po raz ostatni. Dał mi wybór albo on albo butelka. Nie miałam żadnego wyboru nie umiałam już żyć bez alkoholu. Następne dwa lata to był koszmar. Poczucie winy, strach i wyrzuty sumienia towarzyszyły mi codziennie. Nie miałam już żadnych przyjaciół, przechodzili na drugą stronę ulicy, kiedy widzieli, że nadchodzę. Przez większość czasu byłam przepitym żyjącym trupem.

W końcu, pewnego dnia, kiedy Bóg wie, który raz z kolei obudziłam się w obcym pokoju u boku nieznajomego, zdałam sobie sprawę, że dłużej już tak nie mogę. Skaza- no mnie na więzienie za przestępstwo popełnione w stanie upojenia alkoholowego. Ostatecznie nauczyłam się żyć programem AA. Kiedy zaczęłam uczęszczać na mityngi AA w więzieniu, moja modlitwa o pomoc została wysłuchana. Jedna z kobiet używała wyrażenia, które dokładnie pasuje do tego co przydarzyło mi się we wspólnocie: „Zaczęłam żyć , kiedy przestałam płakać i zaczęłam próbować”.

Spróbowałam zastosować wzór dany mi przez AA w Dwunastu Krokach wzorzec na dzisiaj i wszystkie moje dni. Są dwie rzeczy, których nauczyłam się z tego programu. Po pierwsze, poddać się całkowicie. Toczyłam z góry skazaną na porażkę walkę z butelką. Poddałam się i przez klęskę zwyciężyłam. Po drugie, zmieniać siebie, ponieważ świat nie zamierza dopasować się do „mojej małej, biednej osóbki”. To jest takie proste - czymkolwiek jest we mnie to, co wiodło mnie drogą alkoholową ku nieszczęściu, nie chcę z tego ani odrobiny. Spędziłam czternaście miesięcy w ośrodkach, ponieważ nie umiałam żyć bez butelki, ale dzisiaj już umiem. Obecnie jestem kolejnym pionkiem we wspólnocie.

Dano mi szansę być taką matką, jaką zawsze chciałam być. Tak, otrzymałam najwspanialszy z podarków - powrót mojej córki i jej miłości. Wczoraj zaledwie egzystowałam, bez nadziei, pozbawiona wszystkiego oprócz niedoli; dzisiaj żyję z nadzieją ponieważ niosę posłanie nadziei innym alkoholikom. Ten program działa, gdy wystarczająco mocno chcesz uzyskać trzeźwość, a skoro już ją masz, dzielisz się nią.

 

„Nim moje picie dobiegło końca... groziłam pacjentom, byłam pijana na dyżurze, planowałam morderstwo...”

 Jestem alkoholiczką. Jestem również dyplomowaną pielęgniarką, niezamężną kobietą o wielu zainteresowaniach. Ale nie zawsze tak było. Obecnie trzeżwieję w AA od ponad pięciu lat i były to najszczęśliwsze lata w moim życiu. Zanim trafiłam do AA byłam „sucha” przez rok, w obawie przed kolejnym atakiem delirium tremens. Przysięgłam sobie, że nigdy więcej nie tknę alkoholu, aby nie upić się jak w tygodniu między świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem 1977.

Wcześnie rano w pierwszy dzień Świąt, jadąc pijana i pod wpływem narkotyków, najechałam na słup i rozbiłam swój samochód, nie po raz pierwszy. Obrażałam i odmawiałam współpracy na izbie przyj ęć (nadal byłam w fartuchu po dyżurze), odmawiałam przyjęcia pomocy aż do następnego ranka, kiedy mogłam być przyjęta do szpitala nie będąc pod wpływem alkoholu i innych środków zmieniających świadomość. W owych czasach, o ile pamiętam, codziennie piłam i zażywałam wszystkiego, co mogłam zdobyć na lub bez recepty. Kiedy mnie zwolniono, moja rosnąca nerwowość, rozdrażnienie i drżenie przekształciły się w pełne halucynacje, którym towarzyszyła rosnąca groza tego, czego doświadczałam.

Nie mogłam wrócić do szpitala, w którym pracowałam a rodzina nie mogła dłużej tolerować mojego zachowania. Przez kolejny rok osiągałam kolejne dna, ale nie było żadnej zmiany w moim zasadniczym poglądzie na życie. Zdrowienie zaczęło się dla mnie z chwilą, kiedy przestałam zażywać leki i podjęłam czynne wysiłki , aby wyzdrowieć. Zaczęło się to od pójścia na pierwszy mityng AA. Byłam dzieckiem lękliwym, nadwrażliwym, z nadwagą, niepewna samej siebie. Szukałam pocieszeniaw książkach i graniu roli „małej mamy”. Pamiętam, że czułam się ważna,kiedy ojciec pozwalał mi podpijać swoje drinki. Podobał mi się efekt. Po raz pierwszy urwał mi się film i upiłam się do nieprzytomności, kiedy miałam trzy- naście lat.

Wydawało się, że jedynym sposobem, abym mogła pozbyć się swojego kompleksu niższości i nie-spo-kojnego sumienia było upicie się. W szkole uważano mnie za życzliwą koleżankę, która każdemu „odda swoją ostatnią koszulę”. Użalałam się nad sobą, że muszę być miła dla ludzi, zwłaszcza w moim zawodzie, dopóki nie nauczyłam się odmawiać pierwszego kieliszka. Dla mnie założenie tego białego fartucha i czepka oznaczało wyzwolenie Cudownej Pielęgniarki. Bez uniformu mocno zwracałam się ku subkulturze hippisów. Cały czas denerwowała mnie niekompetencja wszechobecna wokół mnie, byłam przekonana, że tylko ja pracuję właściwie. Na skutek tej złości i udręki musiałam upijać się po pracy, aby wyluzować się.

Potrzebowałam swojej pracy, aby podtrzymać swój nałóg, a pielęgniarstwo było jedyną godną szacunku rzeczą, jaką posiadałam. Nim moje picie dobiegło końca, a piłam przez dwanaście lat, groziłam pacjentom, byłam pijana na dyżurze, planowałam morderstwo, rozprowadzałam narkotyki wśród dzieci, przedawkowałam, dwa razy dokonałam aborcji i upijałam się do nieprzytomności w barach w swoim uniformie. Nieładnie pachniałam i oszukiwałam swoją najbardziej lojalną - i ostatnią - przyjaciółkę, współżyjąc z jej mężem. Siadałam za kierownicą, kiedy byłam zbyt pijana, aby iść na piechotę. Zniszczyłam kilka samochodów i wiele razy zatrzymywała mnie policja, czego zupełnie nie pamiętałam. Nienawidziłam pijaków ponieważ byli widocznym dowodem tego,jaka byłam naprawdę - skłonna do manipulowania, nieuczciwa, strachliwai samotna. Większość życia spędziłam udając kogoś, kim nie jestem.

Nie wiedziałam, dopóki nie zaczęłam trzeżwieć, że jestem dokładnie taką osobą, jaką zawsze chciałam być. W AA pokazano mi jak zmienić się naprawdę - odwewnątrz, nie tylko powierzchownie. Pokazali mi to ludzie, którzy obecnie śmieją się, kiedy mają problemy, płaczą z radości i cieszą się życiem. Obecnie pracuję jako pielęgniarka w zespole transportowym helikoptera, co jest okazją do rozwoju zawodowego, któremu nie sprostałabym bez trzeżwości. Cieszę się opinią osoby uczciwej, chociaż czasami brak mi dyplomacji. Piękno trzeżwości polega na umiejętności przyznania się do błędu, jeżeli kogoś zraniłam nieprzemyślanym słowem lub czynem i póżniej działanie dalej.

Kiedy piłam, okropnie bałam się, że ktoś odkryje moje błędy. Dlatego nie byłam w stanie uczyć się na swoich błędach i wciąż bez końca robiłam to samo. Teraz mogę uczyć się i wzrastać z ludżmi, których spotykam w swoim życiu, bez stawiania nieżyciowych oczekiwań im lub sobie. Wróciłam do Kościoła swojego dzieciństwa z dorosłą wiarą i jestem aktywna w służbie AA jak i w innych lokalnych i zawodowych przedsięwzięciach. W programie, jednym z obszarów ciągłego wysiłku jest dla mnie umiejętność realistycznego spojrzenia na siebie w relacji do ludzi wokół mnie.

Nabywanie poczucia własnej wartości i samoakceptacji były najprawdopodobniej najtrudniejszymi zadaniami, z jakimi zetknęłam się. W trudnych, nieciekawych sytuacjach życiowych nabyłam trochę poczucia własnej wartości i spokoju umysłu, czy to się innym podobało, czy nie. Bardzo mocno cenię sobie dar uczciwego egoizmu.

Zawsze chciałam móc pomagać innym i być pożyteczna, ale nie potrafiłam z powodu swoich ułomnych, nałogowych potrzeb. Obecnie wolna wiodę życie, jakie nawet w snach nie wydawało mi się możliwe i codziennie coraz pełniej zdaję sobie sprawę, że w życiu ogranicza mnie brak wiary. Chodzący żyjący trup przekształca sięw zdolną, pełną, czułą kobietę.

 

„Sama mogę to zrobic.Jestem bardziej inteligentna”

Ona śpi w moim domu. Moja nowa przyjaciółka z AA. Kiedy ją tutaj sprowadzono była pijana i nieprzytomna. Niedaleko jej ciała znaleziono prawie pustą buteleczkę tabletek nasennych. Przyniesiono ją do mnie ponieważ jestem lekarzem i alkoholiczką. Nie jestem pewna, kiedy stałam się alkoholiczką.

Kiedy byłam nastolatką, chodziłam na potańcówki. Przyjaciele mojego brata powiedzieli mu, aby mnie zapraszał, ponieważ potrzebowałam tylko paru kieliszków aby być wesoła. Ale kiedy ludzie wokół mnie byli szczęśliwi ja byłam smutna. Po podjęciu mojej pierwszej pracy jako asystentka na chirurgii zostałam zaproszona na przyjęcie w kręgu innych pracowników szpitala. Tak upiłam się jedną lampką wina, że przewróciłam się na mały stolik.

Moja najlepsza przyjaciółka była zaszokowana i powiedziała mi, że dama wypija dwie lampki wina; jeżeli nie może to nie jest damą. Zapytałam co mam robić, a ona powiedziała, że muszę poćwiczyć. Robiłam to co wieczór, przeważnie w domu, gdzie mama mówiła: „Dama, która pije tak dużo, nie jest damą”. Ale wydawało mi się, że gdy piję wino lepiej pracuję. Mogłam pracować dłużej w nocy, kiedy chciałam poczytać lub pisać. Byłam ambitna i chciałam zostać szefem szpitala. Kiedy piłam ja byłam szefem. Co więcej, byłam najbardziej inteligentnym lekarzem, najpiękniejszą kobietą, najlepszą córką, najlepszą przyjaciółką.

Robiłam karierę w zawrotnym tempie, chociaż nadal piłam. Nigdy nie byłam pijana, ale nigdy też trzeżwa. Pewnego razu podczas niezwykle pracowitego dnia koleżanka powiedziała, że idzie do naszego pokoju (gdzie lekarze spędzają czas wolny) ponieważ musi napić się. Ona wypiła tylko trochę, a ja nim nie minęło sześć mie- sięcy wypijałam szklankę wódki każdego ranka. Coraz bardziej opuszczałam się w pracy i pozwalalam, aby inni ją wykonywali.

Moja mama chorowała, ale zawsze potrafiłam znależć powód, aby napić się. Wiedziałam, że mam problem alkoholowy. Czytałam książki na ten temat i wiedziałam co może się stać z moim umysłem. Chciałam przestać, ale nie wiedziałam jak. Wiedziałam tylko tyle, że muszę odejść ze szpitala zanim wyda się, że piję. Kiedy trafiła się okazja kupiłam prywatną praktykę i odeszłam ze szpitala.

Moja mama zmarła. Nie było więcej pytań, kiedy wracałam do domu: „Ile wypiłaś"? Ile wydałaś na alkohol”. Byłam swoim własnym szefem. Piłam i piłam - sama, ponieważ przyjaciele opuścili mnie. Nie byłam już najbardziej inteligentnym lekarzem, najpiękniej szą kobietą. Byłam sama ze swoimi lękami. Musiałam pić. Moja desperacja potęgowała się, nie widziałam żadnego wyjścia. W końcu jeden z pacjentów doniósł do wydziału zdrowia, że byłam pijana. W rezultacie musiałam zgłosić się do pewnego profesora, który zajmował się takimi przypadkami. Właśnie wtedy zdarzył się cud. Profesor zrozumiał, jakie przechodzę piekło i dał mi książkę o alkoholizmie.

I chociaż piłam, kiedy ją czytałam, zobaczyłam promyk nadziei. Kilka dni póżniej powiedziałam mu, że chciałabym spotkać się z Anonimowymi Alkoholikami, o których mowa w książce. Tydzień póżniej zadzwonił do mnie kolega ze studiów, który został psychiatrą. „AA jest w naszym mieście" - powiedział. Poinformował mnie również gdzie i kiedy odbywają się mityngi. Po upływie dwóch tygodni trafiłam na mityng, ale dopiero po napiciu się. Otworzyłam drzwi i ujrzałam sześciu mężczyzn. Z uwagą słuchałam tego co mówili.

Co mam zrobić?” - zapytałam. „W domu zostało mi jeszcze pół butelki, drugą połowę wypiłam zanim tu przyszłam”. Mówiłam szczerze o swoim piciu! Co się wydarzyło? Jeden z mężczyzn powiedział: „Możesz zrobić z tą butelką co tylko zechcesz, wypić ją albo wylać. To twoje życie”. Po raz pierwszy nie zakazywano mi picia. Skończyłam tę butelkę tego wieczoru, ale następnego dnia poszłam na mityng trzeżwa. Zaczęło się nowe życie. Przyjaciele z grupy rozumieli mnie. Czułam, że jestem w domu. Poza grupą również znalazłam szczęście. Mogłam wykonywać swoją pracę, pacjenci zaczęli lubić i szanować mnie; starzy przyjaciele powrócili. Przez dziewiętnaście miesięcy byłam szczęśliwa, ale program realizowałam w niewielkim stopniu. Dużo pracowałam w ramach Dwunastego Kroku, ale tylko po to aby uciec od siebie. Pewnego dnia znalazłam się w dołku emocjonalnym i zażyłam dwie tabletki uspokajające. Następnego dnia cztery i coraz więcej w pózniejszych dniach.

Nie chodziłam na mityngi regularnie. „Jestem lekarzem" - mówiłam sobie. „Wiem dosyć o AA. Sama mogę to zrobić. Mam zbyt dużo pracy. Jestem bardziej inteligentna niż inni. Jestem wyjątkową alkoholiczką”. Całe zakłamanie i wszystkie lęki towarzyszące piciu powróciły przy zażywaniu środków uspokajających. Przestawiłam się na tabletki nasenne. Pewnego dnia butelka powróciła. Moja butelka. Było tak łatwo zacząć. Po tym wszystkim co usłyszałam w AA o pierwszym kieliszku nic nie działo się przez kilka kolejnych dni. „Nie jestem alkoholiczką" - orzekłam. „To była pomyłka. Nie należę do ludzi w AA. Potrafię nad tym zapanowaćm” Piłam więcej i zażywałam więcej pi- gułek. I wtedy osiągnęłam dno. Po próbie samobójczej obudziłam się w swoim domu i stwierdziłam, że nadal żyję. Wiedziałam, że jestem alkoholiczką i zadzwoniłam do przyjaciół z AA. Dwa dni póżniej poznałam innego uczestnika AA, lekarza, który jest moim mężem. Zaczęłam żyć od nowa. Chodzę na mityngi i realizuję program, który nauczył mnie jak zachować spokój umysłu bez alkoholu czy pigułek. Ponownie nawiązałam kontakt z Siłą Wyższą. Bez Niej nie mogłabym stać się szczęśliwą alkoholiczką. Kiedy pisałam swoją historię nowa przyjaciółka z AA, o której wspomniałam na początku, obudziła się. Żyje i nie piła od 24 godzin. AA działa.

 

„U ważalam, że moje picie jest kolejnym objawem nerwicy”

Piłam przez ponad 20 lat nie zdając sobie sprawy z przymusu picia. Mogłam obej ść się bez alkoholu, co też często zdarzało się. Ale miałam inne problemy - dosyć głębokie problemy natury emocjonalnej. Od wieku dojrzewania cierpiałam na depresję, być może nawet już wcześniej. Kiedy miałam dwadzieścia kilka lat, po urodzeniu dziecka zapadłam na poważną depresję poporodową i zaczęłam proces psychoterapii, który miał trwać, z przerwami, przez wiele lat.

Czasami następowała poprawa - dobre chwile, kiedy dobrze funkcjonowałam i byłam wydajna, ale zawsze wydawało mi się, że istnieje jakaś niewidzialna bariera między mną a życiemjakiego chciałam. Miałam za sobą dwa nie udane małżeństwa. W żadnym przypadku przyczyną nie był alkohol. Dziesięć lat póżniej wiedziałam, że mam problem z butelką. Zaczęłam odnosić sukcesy zawodowe, ale w tym czasie zachorowałam na świnkę. Kiedy wyzdrowiałam, stwierdziłam, że jestem pogrążona w poważnej depresji, która nie miała żadnych widocznych przyczyn, poza uwagą mojego lekarza, że choroby wirusowe często wywołują depresję u pacjentów. Nie sądzę, abym powiedziała mu wówczas, że oprócz depresji, która była mi znana, doświadczałam innej rzeczy, która była mi obca; moje picie zupełnie zmieniło swój charakter - stało się przymusowe.

Mój syn był nastolatkiem i jeżeli samotna alkoholiczka czuje do siebie niechęć, to alkoholiczka, która jest matką i odpowiada za dobro swojego dziecka, ma ogromne poczucie winy i nienawidzi się. I oczywiście sposobem, aby pozbyć się poczucia winy było dla mnie picie systematyczne, aż do upojenia - i znowu obudzić się i znowu się upić aż do nieprzytomności. To był koszmar. Ale jakoś podawałam posiłki na stół, oddawałam pranie do pralni, odprowadzałam syna do szkoły. On i ja kochaliśmy się i nienawidziliśmy jednocześnie - trudno powiedzieć, które uczucie było bardziej bolesne.

On był pierwszą osobą, której powiedziałam, że jestem alkoholiczką. Powiedział do mnie: „Dlaczego tak dużo pijesz? Nieładnie pachniesz”. Moja odpowiedż brzmiała: „Piję ponieważ jestem alkoholiczką" . Ale nie wiedziałam, co to oznacza być alkoholiczką. Przyzwyczajona do myślenia o sobie, jako o osobie neurotycznej, uważałam, że moje picie jest kolejnym objawem nerwicy i że to co muszę z tym zrobić to sięgnąć jeszcze głębiej do podświadomości, aby odkryć powód swojego picia, a wtedy będę mogła wrócić do wcześniejszego sposobu picia.

Tak więc ponownie zaczęlam wędrować od jednego psychiatry do drugiego. Ostatni szalony okres picia nastąpił po wyjeżdzie syna na studia. W pewien weekend, kiedy pojechałam go odwiedzić zabrałam ze sobą wszystkie pieniądze i kupiłam motel niedaleko miasteczka akademickiego, w którym mieszkał. Była to „kuracja geograficzna”: miałam nadzieję, że zmieniając miejsce zamieszkania i sposób życia pozostawię swoje stare „ja” za sobą. W pierwszym roku, kiedy byłam pochłonięta remontem budynku gospodarczego i siedmiu domków, w zasadzie udało mi się przestać pić. Jednakże działo się ze mną coś innego.

Kiedy pojechałam do Nowego Jorku poszłam do swojego lekarza, którego mile zaskoczył fakt, że schudłam 15 kilogramów.
„Co pani robiła?” - zapytał.
Powiedziałam: „Myślę, że zmieniłam nałogi"
„Co ma pani na myśli?”
„Zmieniłam uzależnienie z alkoholu na środki uspokajające”.
„Nonsens” - powiedział.
„Nie można uzależnić się od środków uspokajających”.

W owych czasach środki uspokajające były jeszcze raczej nowinką; obecnie lekarze wiedzą to, co ja już wtedy stwierdziłam. Nie byłam w stanie ograniczyć ilości zażywanych leków do ilości zapisanej przez lekarza. Moja droga w dół była stroma. Jeden pobyt w szpitalu wskutek śpiączki wywołanej kombinacją alkoholu i środków uspokajających. Kolejny w wyniku daremnej próby przełamania uzależnienia od środków uspokajających. I w końcu trzeci na skutek przedawkowania barbituranów.

Tym razem byłam pod opieką psychiatry, który sprowadził mnie do kliniki psychiatrycznej w Nowym Jorku na sześciomiesięczny pobyt. Ale kiedy wychodziłam ze szpitala nadal nie miałam pojęcia, że jestem alkoholiczką. Powiedziano mi, że mam nie pić, ale nie powiedziano mi dlaczego, więc tylko poczułam się urażona i oczywiście piłam. Póżniej rozpoczął się trzymiesięczny, obłędny cykl. Najpierw piłam, dopóki nie poczułam przerażenia na myśl o dalszym piciu.

Póżniej brałam środki uspokajające, dopóki nie byłam równie przerażona na myśl o dalszym zażywaniu ich. Zadzwoniłam do przyjaciółki, która była w AA od dziewięciu trzezwych miesięcy i powiedziałam, że jestem gotowa spróbować. Nie minął tydzień a znalazłam się na swoim pierwszym mityngu, mając wzruszające i wyzwalające uczucie, że trafiłam do domu, że znalazłam się tam, gdzie moje miejsce. Rozglądałam się po sali i wyczuwałam różnicę w tych ludziach.

Chociaż w przeszłości poznałam wielu chorych ludzi, próbowali oni prawie zawsze przystosować się do swojej choroby. Ci z AA byli chorymi ludźmi, którzy próbowali wyzdrowieć. Ja również tego chciałam. Jeszcze przez tydzień po pierwszym mityngu zażywałam środki uspokajające, ale w ciągu tego tygodnia pojawiła się myśl, że skoro jestem alkoholiczką, to byłoby lepiej nie zażywać żadnych środków chemicznych, które zmieniałyby mój nastrój.

Początkowo z przekonaniem zakładałam, że skoro piłam i cierpiałam na depresję, to teraz będę trzeźwa i nadal będę ją miewać. Największym cudem mojej trzeźwości jest dla mnie prawie całkowite wyzwolenie z depresji. Pomocna okazała się psychoterapia, ale to program AA uwolnił mnie od niej. Czułam głód AA.

Byłam na wielu mityngach i tak pogrążyłam się w programie, że ledwie mogłam skoncentrować się na czymkolwiek innym, choćby przez chwilę. Ale kiedy spróbowałam realizować program, zaczął on przynosić efekty w moim życiu - dotyczy to spokoju umysłu, relacji z ludźmi, powolnego odzyskiwania sprawności zawodowej. Jestem szczególnie wdzięczna za relację z synem, który, jak wydaje się, uzyskał nową wiarę w życie i siebie widząc, że zdrowieję.

„Jeżeli ty możesz tego dokonać mamo - powiedział kiedyś - to wszyscy mogąl” Trochę niezgrabne, ale miłe. Naprawdę mam uczucie, że ponownie urodziłam się odkąd przyszłam do AA, że przebiłam się przez barierę, którą zawsze czułam między sobą a życiem, jakie chciałam wieść. Chcę wieść takie życie,jakie wiodę obecnie - życie oparte na zasadach AA.


„Byłam typową gospodynią popijającą «fikołki»”

Mam na imię Doris i jestem alkoholiczką. Miałam 65 lat kiedy przyszłam do AA - byłam sporo starsza od innych, kiedy podjęłam decyzję, że muszę wytrzeźwieć lub skończyć swoje złote lata pijanej matki i babki. Byłam typową gospodynią. Alkohol z pewnością przeszkadzał mi w życiu przez wiele lat i powodował wiele problemów. Nie wiedziałam, że tak się działo aż do około pięciu lat przed wstąpieniem do AA.

Musiałam trzykrotnie podejmować próby wytrzeźwienia w AA, za trzecim razem nie miałam już żadnego wyboru - nie pozostawało mi zbyt wiele lat życia na wytrzeźwienie. Dorastałam w środowisku alkoholowym. Mój ojciec był typem „pijącym na ulicy" i upodobniłam się do niego. Nie byłam taka jak matka, która mogła siedzieć i powoli sączyć whisky.

Zanim skończyłam 16 lat, rzuciłam szkołę i poślubiłam mężczyznę starszego ode mnie o 12 lat. W owych czasach wiedliśmy dobre życie. Nie piłam, ponieważ w domu nie trzymaliśmy alkoholu. Było to proste. Po trzech latach małżeństwa straciłam swoje pierwsze dziecko i dopiero po dalszych czterech latach urodził się nasz syn, John.

Pierwszy raz upiłam się i chorowałam tuż przed urodzeniem się Johna. Poszliśmy w gości z naszymi krewnymi, opiłam się piwa, śpiewałam stojąc na stole i tańczyłam jak wariatka. Wymiotowałam przez całą drogę do domu. Mój mąż śmiał się. Nasza córka Linda urodziła się w 1937 r. W czasie wojny mieliśmy mnóstwo imprez i wierzyłam, że mogę przestać pić, kiedy tylko zechcę. Jednak okropnie upijałam się i zaczynałam mieć kaca.

Nie umiem naprawdę powiedzieć, kiedy przekroczyłam linię i nie pamiętam, kiedy zaczęłam popijać po kryjomu. Mój mąż pił towarzysko, mógł wypić jeden kieliszek i iść spać. Dla niego drink to była odrobina szkockiej dopełniona wodą sodową. Nie wyobrażałam sobie, jak można tak pić. Po urodzeniu się naszego trzeciego dziecka w 1947 r. wracałam do domu z pracy i wypijałam szklankę metricalu, dietetycznego napoju z owych czasów. Robiłam to, aby zrzucić nadwagę (co nadal czynię), ale oodawałam do niego pewną ilość alkoholu. Miałam mnóstwo problemów, ale nie przyznawałam się do tego.

Przeprowadziliśmy się w końcu i pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, to szybko dowiedziałam się gdzie jest sklep z alkoholem. Dwójka naszych starszych dzieci była bez zarzutu, robili co do nich należało, mieli głowy na karku. Naszego najmłodszego syna, Dawida, chyba najbardziej dotknęło moje picie. Wdał się w narkotyki i była to dla mnie dobra wymówka. Nasz syn był równie chory jak ja, ja byłam równie chora jak on, a mój mąż był między nami przez dziewiętnaście lat piekła. DaVid okazał się posłańcem jeszcze innej sprawy. Chodził do ośrodka na kurację metadonową, gdzie poznał pewną kobietę, która była w AA.

Oto narkoman mówi swojej matce, że powinna spotkać się z tą zdrowiejącą alkoholiczką. No więc wsiadłam w autobus i pojechałam do tego ośrodka, gdzie była Lerisa i porozmawiałam z nią. Dała mi „Wielką Księgę”. Tego wieczoru ona i jej sponsorka zabrały mnie na mój pierwszy mityng. Działo się to pięć lat wcześniej, nim byłam gotowa przestać pić. Wydawałam się być gotowa czegoś posłuchać, ale nie byłam gotowa popracować nad sobą. Wracałam do domu po mityngach i piłam. Potrzebowałam dużo czasu, aby to dostrzec, ale fakty mówiły za siebie.

Piłam codziennie i wiedziałam, że tkwię po uszy w problemie. Pewnego wieczoru po pierwszej serii mityngów, kiedy wychodziliśmy na kolację podeszłam do samochodu i powiedziałam do męża: ,Muszę iść do ośrodka odwykowego”. Nie bardzo pamiętam co się stało. Po prostu wiedziałam, że muszę iść Problemem, który miałam, a z którym nie chciałam. się skonfrontować, było moje ogromne zakłopotanie z powodu swojego wieku. Przychodziły tutaj czternasto i piętnastolatki i dużo kobiet po trzydzieści i czterdzieści lat. Dotknęła mnie jeszcze inna rzecz: powiedziano mi, że moja córka odpisała na ankietę z ośrodka i napisała, że jej ojciec potrzebuje kogoś z kim mógłby porozmawiać. Wtedy po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że mój mąż cierpi. Dotknęło mnie to do żywego i solennie obiecałam sobie, że poczynię kroki, aby wytrzeźwieć.

Przychodziłam i stwierdzałam, że nikt nie zwraca na mnie uwagi na mityngach AA. Nie piłam przez rok, ale nadal dręczyło mnie uczucie, że nie przynależę do nich. Mówiłam sobie, że wszyscy patrzą na mnie, słodkie biedactwo. Czułam ogromną litość dla samej siebie. Nic o mnie nie wiedzieli, ponieważ nic im nie mówiłam. Byłam wszechwiedząca i usuwałam się na bok. Nie trzeba było wiele czasu, bym sięgnęła po kieliszek. Czułam się źle, ale natychmiast zadzwoniłam do dwóch uczestników AA, którzy przyszli i zabrali mnie na mityng. Póżniej chodziłam na mityngi samodzielnie. Teraz mam macierzystą grupę, gdzie mogę wspominać swój ostatni kieliszek.

Kiedy przystałam do wspólnoty już na dobre, czułam się bardzo nie na miej scu ze swoimi siwymi włosami. Byłam starsza od innych, a ci którzy byli mniej więcej w moim wieku byli już we wspólnocie od ładnych kilku lat. Tak więc czułam się jak dziesięciolatek w przedszkolu.

Potrzebowałam czasu, by dotarło do mnie. że będę musiała dawać, jeżeli chcę przeżyć realizując ten program. Mamy silną grupę AA, w której nawzajem wspieramy się i mogę spędzać swój wolny czas z pięćdziesięcioletnimi przyjaciółkami; ja mam 72 lata, ale jestem dokładnie na ich poziomie. Służba rzecznika mojej grupy była momentem przełomowym i zaczęłam odczuwać , że jestem częścią wspólnoty. Jako rzecznik grupy uczestniczyłam w konferencjach. Ważne jest dla mnie to, aby nie tylko siedzieć, ale robić coś, a praca w służbach AA daje mi taką możliwość.

W czasie służby spotkałam wielu wspaniałych ludzi. Moje życie towarzyskie również kwitnie jako dodatek do służby można je porównać do lukru na cieście i chciałabym, aby wielu ludzi mogło mieć to co ja. Moi przyjaciele z AA kochają moje siwe włosy i mnie taką jaką jestem. Moja rodzina kocha mnie a moja córka jest moją przyjaciółką. Moje wnuki wiedzą, że jestem alkoholiczką i dbają o to, aby babcia miała swoją wodę z lodem albo lemoniadę. Początkowo drażniło mnie to, że wiedzą dopóki nie pomyślałam o tym, jak bardzo nie chcę być już nigdy więcej pijaną matką czy babką. Teraz

jestem prababką i, w pewnym sensie, byłoby jeszcze gorzej. Jestem szczęśliwa, że rodzina mi ufa i powierza prawnuka mojej opiece. Mój mąż zmarł trzy lata temu. Moja przyjaciółka z AA Phyllis straciła syna dzień po śmierci mojego synai spotkałyśmy się w domu pogrzebowym. Był to dla nas smutny czas. Kiedy razem płacze się i przytula przyjaźń jest doprawdy głęboka.

Program i wspólnota są otwarte również dla ciebie. Uczestnicy AA przyjdą po ciebie, jeżeli nie możesz udać się na mityng samodzielnie. Jest to wspaniały sposób, aby znaleźć miłość i trzeźwość i wiem, że nigdy już nie będę samotna. Złote lata są naprawdę złote - bez żadnej patyny.


„Byłam nienasycona, pusta wewnętrznie szukalam szczęścia na dnie butelki”

Mam na imię Cathy i jestem alkoholiczką. Dzięki Anonimowym Alkoholikom i Łasce Bożej, nie piję alkoholu od 21 lat. Po raz pierwszy sięgnęłam po alkohol, kiedy miałam 16 lat. Tak się składa, że stało się to w dniu, kiedy wychodziłam za mąż. Z miej sca spodobał mi się efekt, jaki wywołał we mnie alkohol. Z natury jestem cichą, nieśmiałą osobą, ale alkohol pozwalał mi robić takie rzeczy jakich nigdy nie zrobiłabym na trzeźwo.

Dorastałam w Queens w Nowym Jorku, w zintegrowanym środowisku i tak naprawdę zdałam sobie sprawę, że jestem Murzynką, kiedy przeprowadziłam się do Chicago. Nie mogłam zmienić tego faktu, ale to sprawiło, że byłam bardziej zdeterminowana, by stać się kimś.

Piłam tylko przez 5 lat, ale cofając się pamięcią wstecz widzę, że piłam problemowo od samego początku. Kiedy piłam, wstępowała we mnie inna osoba, ktoś, kogo bardzo nie lubiłam. Mam troje dzieci. Jedna z córek urodziła się w późniejszej fazie mojej choroby i obecnie widzę zmiany w jej osobowości.

W latach swojego picia zdradzałam męża. Swój brak szczęścia przypisywałamjemu, albo temu, że zbyt młodo wyszłam za mąż. Byłam nienasycona, pusta wewnętrznie; szukałam szczęścia na dnie butelki. Nie piłam w barach. Piłam przede wszystkim w domu. Mąż z racji swojej pracy często wyjeżdżał z miasta. Kiedy opuszczał dom, odczekiwałam około pół godziny, później szłam do sklepu monopolowego, robiłam zakupy, wracałam do domu i piłam do upadłego.

Jak się później dowiedziałam zaczęłam użalać się nad sobą, wydzwaniałam do moich partnerów od kieliszka i urządzałam przyjęcia. Jednakże doznana przyjemność trwała bardzo krótko i niedługo po tym miałam wyrzuty sumienia i poczucie winy. Nie miałam pojęcia, że jestem alkoholiczką. Nie wiedziałam co to oznacza. Znowu myślałam, że wszystkie moje problemy spowodowane były przez mojego męża i wówczas podjęłam decyzję, że się z nim rozwiodę.

Pewnego popołudnia, kiedy siedziałam na kanapie słuchając radia, a może telewizji usłyszałam głos mówiący: „jeżeli masz problem z alkoholem zadzwoń pod ten numerm” Mówiono mi już, że piję zbyt dużo więc może spróbować? Gdyby spiker powiedział: „Jeżeli jesteś alkoholiczką...”, nigdy bym nie zadzwoniła. Zadzwoniłam powodowana ciekawością. Jakaś kobieta, zresztą bardzo uprzejma, zapytała mnie, czy potrzebuję pomocy ze względu na problemy z piciem. Zapytała mnie również, czy potrafię obej ść się bez alkoholu przez 24 godziny, na co odpowiedziałam że nie. Powiedziała, że każdy może pozostać trzeźwy przez 24 godziny. Poczułam się dotknięta, więc rozłączyłam się.

Byłam jedną z tych, co to płaczą kiedy się napiją, więc naturalnie trochę sobie popłakałam. Następnego dnia wstałam, znowu zaczęłam pić ale przypomniałam sobie, że poprzedniego dnia dzwoniłam do AA, więc postanowiłam zadzwonić ponownie. Rozmawiałam z tą samą kobietą; zaproponowała, że ktoś po mnie przyjedzie i zabierze mnie na mityng. Odmówiłam, rozłączyłam się, rozpłakałam i wypiłam trochę alkoholu. Znowu zadzwoniłam a ona zapytała mnie, czy może mi wysłać trochę materiałów. Przysłała je i po przeczytaniu zadzwoniłam o niej a ona powiedziała mi gdzie odbywa się mityng.

Był to mityng otwarty. Poprosiłam siedzącą obok mnie kobietę, aby towarzyszyła mi tego wieczoru. Na mityngu przemawiał jakiś mężczyzna, nie pamiętam nic z tego co mówił. Pamiętam jedynie, że jakaś kobieta dała mi kartkę z imionami i poprosiła mnie, abym zadzwoniła do kogoś zanim sięgnę po kieliszek. Powiedziała jeszcze, abym zajrzała tu kiedyś.

Działo się to dwadzieścia jeden lat temu. Zawsze wierzyłam w Boga. W AA odnosimy się do Boga.jako Siły Wyższej, więc łatwo było mi zaakceptować tę część programu. Powiedziano mi, abym rano zwracała się do Siły Wyższej prosząc o pomoc i dziękować Mu wieczorem. W AA są tylko sugestie, żadnych obowiązków, co bardzo mi odpowiada. Wydaje mi się, że wcześniej zawsze mówiono mi, co mam robić. Nie było to dla mnie najlepsze.

Dzisiaj chodzę na mityngi, by przypomnieć sobie, że chociaż jestem trzeźwa od kilku lat nadal tylko jeden kieliszek dzieli mnie od ponownego picia. Alkoholicy stworzyli mi możliwość kontynuowania nauki. Za kilka miesięcy uzyskam tytuł magistra psychologii. Coś takiego może zdażyć się tylko w AA. To ono dostarcza sposobów; musiałam tylko być trzeźwa, sięgnąć po nie i zastosować je.

Dzisiaj dzięki Anonimowym Alkoholikomjestem znowu odpowiedzialna. Mam dobrą pracę, która pozwala mi dzielić się cząstką siebie ze zdrowiejącymi, a także wciąż cierpiącymi alkoholikami. To nadal działa jeden dzień naraz.

 

Czym jest program AA?

Najlepszym wprowadzeniem do programu Anonimowych Alkoholików i najlepszym sposobem wdrożenia go w życie jest uczestniczenie w mityngach AA. Odbywają się one na całym świecie (obecnie w ponad 180 krajach) i mogą być trojakiego rodzaju (chociaż nie wszędzie bywają wszystkie trzy) - otwarte, zamknięte i dla początkujących.

Każdy, nie tylko alkoholik, może uczestniczyć w mityngu otwartym; możesz zabrać ze sobą krewnego lub przyjaciela, nawet jeżeli twój towarzysz nie ma problemu alkoholowego. Rozejrzyj się wokół siebie na takim mityngu; nie będziesz w stanie odróżnić alkoholików od niealkoholików .

Pójście na mityng otwarty AA do niczego cię nie zobowiązuje - po prostu siedź spokojnie i słuchaj uczestników AA opowiadających o swoim życiu i wyjaśniających, jak program zdrowienia je odmienił.

Najwięcej korzyści z uczestnictwa w takim mityngu osiągniesz wówczas, kiedy przyjdziesz trzeźwa i z otwartym umysłem będziesz mogła rozważyć opinie, które mogą być dla ciebie zupełnie nowe i zechcesz więcej dowiedzieć się o sobie identyfikując się z innymi. Mityngi AA nigdy nie są suchymi wykładami, zawsze są wymianą doświadczeń.

Podczas gdy mityngi otwarte są dostępne dla każdego, mityngi zamknięte przeznaczone są dla tych, którzy wiedzą, że są alkoholikami i dla tych, którzy się o to podejrzewają. W nieformalnych dyskusjach, które stanowią główną część tych spotkań, uczestnicy rozmawiają o sposobach osiągnięcia i utrzymania szczęśliwej trzeźwości, jak również o radzeniu sobie w codziennych sytuacjach i nieuniknionych kryzysach bez sięgania po alkohol.

Na mityngach dla początkujących, wymiana doświadczeń koncentruje się na zadaniu podstawowym -jak nie sięgać po pierwszy kieliszek, jeden dzień naraz. Usłyszysz przydatne, praktyczne sugestie od ludzi, którzy kiedyś znajdowali się w dokładnie w takim samym polożeniu jak ty i mają za sobą wiele trzeźwych dni. Doświadczenie, którym dzielą się trzeźwi uczestnicy

AAjest liną ratunkową do trzeżwości. Nieważne, ile czasu upłynęło od ostatniego kieliszka, uczestnik AA mówi: „JESTEM alkoholikiem”.

Anonimowi Alkoholicy akceptują fakt, że cierpią na chroniczną chorobę i troskliwie dbają o pomoc wspólnoty w ciągłym procesie powracania do zdrowia.

 

Gdzie znaleźć AA?

Pomoc jest osiągalna w większości miasteczek i miast, gdzie często w sąsiedztwie istnieje kilka grup AA. Mieszkający na wsi członkowie AA z pogodą ducha przemierzają nawet duże odległości, jeżeli w okolicy nie ma żadnego mityngu.

Pomoc jest dostępna również dla tych, którzy fizycznie nie są w stanie przybyć na mityng jak i tych, którzy znajdują się zbyt daleko od najbliższej grupy AA. Pewna kobieta, mieszkanka Środkowego Zachodu, sądziła że zostanie sama po wypadku: „Musiałam poruszać się na wózku inwalidzkim i wiedziałam, że tak będzie przez wiele miesięcy. Napisałam więc do naszego biura i poprosiłam o znalezienie mi korespondentów. I listy zaczęły napływać! Nie przypuszczałam, że mam choćby jednego przyjaciela, a tu okazało się że pisano do mnie z całego świata. Jest to takie cudowne, że dzięki Bogu i AA możemy skorzystać z pomocnej dłoni naszej wspólnoty wykorzystuj ąc pocztę”.

Samotnicy AA funkcjonują dzięki wymianie korespondencji (mityng za pośrednictwem poczty), a czasami słowa mówionego (nagrania na taśmie) - jako substytutów mityngu. Korzystają również z innego, ważnego źródła - literatury AA, a zwłaszcza książek „Anonimowi Alkoholicy" (Wielka Księga) i „Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji”.

Dwanaście Kroków, które są regularnie omawiane na mityngach, stanowią sedno programu AA. Nie są one oparte na czystej teorii; pierwsi członkowie wspólnoty razem przeanalizowali wszystko to co zrobili, aby osiągnąć trzeźwość i ją zachować. Kroki to suma ich doświadczeń i przewodnik do duchowej odnowy, któraobecnie zachodzi u-ponad trzech milionów alkoholików. AA to program duchowy, nie zapewniający żadnej po-mocy materialnej, ale też nie jest to program religijny związany z jakąkolwiek sektą.Chociaż w Krokach pojawia się słowo Bóg, zaraz po nim jest dopowiedzenie jakkolwiek Go pojmujemy, całkowicie pozostawiające interpretacje każdemu uczestnikowi AA. Kiedy słyszy się Anonimowych Alkoholików dziękujących Sile Wyższej za trzeźwość, której nie mogli osiągnąć samodzielnie większość z nich faktycznie ma na myśli Boga, ale niektórzy wyrażają wdzięczność Sile Wyższej w postaci grupy AA lub całej wspólnoty za użyczenie im siły do zrobienia tego, czego nie byli w stanie dokonać sami.

Innymi słowy, stosunek do religii nie ma żadnego wpływu na uczestnictwo w AA, podobnie jak wiek, płeć, rasa czy narodowość. Na początku większości mityngów usłyszysz słowa: „Jedynym warunkiem przynależności do AA jest pragnienie zaprzestania picia”. Dla pijącego alkoholika natychmiastową koniecznością jest zaprzestanie picia. Program AA wychodzi właśnie od tego, ale idzie dużo dalej.

Jak kobiety trafiają do AA? Jeżeli otrzymałaś tę broszurę na mityngu to oczywiście jesteś już z nami i serdecznie cię witamy. W wielu miejscowościach numer kontaktowy AA znajdziesz w książce telefonicznej lub lokalnej gazecie, możesz więc zadzwonić i dowiedzieć się o porę i o miejsce mityngów. Wiele kobiet po raz pierwszy idzie na mityng przebywając w szpitalu, więzieniu czy ośrodku odwykowym. Inne znajdują drogę do AA poprzez programy edukacyjne w szkole lub pracy.

Wiele kobiet kierowanych jest przez swoich lekarzy, psychiatrów czy duchownych; inne dowiadują się za pośrednictwem przyjaciół znających program. (Uczestników AA prosi się o ścisłe zachowanie anonimowości innych członków poza AA, jednak większość z nichmówi rodzinom i bliskim przyjaciołom o własnym uczestnictwie w AA).

Jeżeli nie możesz skorzystać z żadnego dotychczas wymienionego źródła, możesz przyjść, napisać lub zadzwonić do:

Fundacja Biuro Służby Krajowej AA,

00-020 Warszawa,

ul. Chmielna 20;

adres korespondencyjny:

00-950 Warszawa 1 skrytka pocztowa 243,

tel./faks 22 828 04 94,

Internet: www.aa.org.pl

e-mail: aa@aa.org.pl

 

skąd otrzymasz szczegółowe informacje.

Infolinia AA 801 033 242 czynna codziennie w godzinach 8-22.